Paweł
Paweł

„Nie mam już sił. Jestem matką, a dla matki nie ma nic gorszego od patrzenia na to, jak cierpi jej własne dziecko. Jak zdrowy silny chłopak, który miał przed sobą całe życie, a u stóp cały świat, dzisiaj nie ma już sił nawet na płacz. Każdy oddech, każde słowo to niewyobrażalny ból, a na najmniejszy ruch nie ma nawet szans, bo ciało stało się dla Pawła więzieniem, z którego nie ma ucieczki…

Bliźnięta. Czy może być piękniejsza wiadomość dla matki? Co to była za radość! Kiedy zaszłam w ciążę, marzyłam o tym, by urodził mi się syn, tymczasem dobry Bóg pobłogosławił mnie dwójką chłopców. Podwójnym szczęściem. Piotr i Paweł byli podobni do siebie jak dwie krople wody. Nawet mnie niekiedy z trudem przychodziło odróżnienie chłopców. Kiedy byli trochę starsi, często zamieniali się rolami, wprowadzając w zakłopotanie swoich nauczycieli. Choć fizycznie byli prawie identyczni, to różnili się charakterami. Piotr był spokojniejszy, a Paweł zawsze niezależny, od małego pragnący samodzielności i wolności. Gdy tylko skończył 18 lat, zaczął pracować. Piękny, wolny ptak, którego nagle zamknięto w klatce bez drzwi…

To było 6 lat temu, ale ten telefon pamiętam jak dziś. Był wypadek, samochód leży na boku, nie wiadomo co z Pawłem. Myślałam, że to sen, że zaraz się obudzę. To miał być jednak dopiero początek trwającego do dziś koszmaru… Paweł był tylko pasażerem, ale za błąd kolegi, z którym wtedy podróżował, to mu przyszło zapłacić najwyższą cenę. Kiedy dotarłam do szpitala, krzyczałam, błagałam, by zabrali go do Piekar, do najlepszych w Polsce specjalistów od uszkodzeń rdzenia. Nikt mnie jednak nie wysłuchał. Kazano mi się uspokoić i czekać na ostateczną diagnozę. Diagnozę, po której nic nigdy już nie było takie same…

Paweł miał złamany kręgosłup i rdzeń zmiażdżony tak bardzo, że już nigdy nie miał ruszyć ręką ani nogą. Leżał zupełnie bezwładnie na łóżku, a z szyi wystawała mu rurka, przez która teraz oddychał. Paweł spał, a ja siedziałam przy nim, trzymałam go za rękę i płakałam… Przecież wszystko mu się tak dobrze układało. Był świeżo upieczonym mężem i ojcem – jego synek miał zaledwie pół roku. Miał wszystko to, czego zawsze pragnął. A teraz, choć wciąż oddychał, całe to szczęśliwe życie się skończyło. Zupełnie tak, jakby ktoś pochował mojego syna za życia…

Choć od lat pracował, nie przysługiwała mu nawet złotówka renty, bo zawsze zatrudniany był na śmieciowych umowach. Żona, która tak bardzo niegdyś była w nim zakochana, rzuciła papiery rozwodowe kilka tygodni po wypadku i odeszła z synkiem. Choć jedynym dochodem Pawła było teraz zaledwie kilkaset złotych zasiłku, sąd przyznał jego byłej żonie 200 złotych alimentów… Mój chłopiec, który zawsze tak bardzo pragnął samodzielności, został skazany na opiekę matki…

Od Pawła odwrócili się prawie wszyscy. Kiedy był zdrowy, ciągle byli dookoła niego koledzy, przyjaciele. Życie brutalnie zweryfikowało te znajomości. Dziś niektórzy z ludzi, którzy wydawali się przyjaciółmi, odwracają na widok Pawła wzrok, przechodzą na drugą stronę ulicy. Paweł w niczym nie przypomina tego zaradnego chłopaka sprzed lat. Nie jest ani trochę podobny do swojego brata bliźniaka, od którego niegdyś nikt poza mną nie był w stanie go odróżnić. Jestem przy nim, staram się podnosić na duchu, ale czasami nie mam już sił, bo co ma odpowiedzieć matka dziecku, które gdy słyszy wiadomości o śmiertelnych wypadkach, pyta dlaczego to nie był on? Dlaczego żyje? Po co?

I mnie czasem brakuje już sił. Z mojego dawnego życia nie zostało już nic. Chciałabym móc, choć na chwilę odetchnąć, odpocząć. Kiedyś to było takie zwyczajne, wziąć urlop, wyjechać gdzieś na chwilę, pójść do fryzjera, zadbać o siebie. Wtedy tego nie doceniałam, dziś na taką chwilę wytchnienia nie mam najmniejszych szans. Zawsze starałam się pomagać innym. Organizowałam pomoc dla bezdomnych, pomagałam ludziom wyjść na prostą. Nie liczyłam na nagrodę, ale czy zasłużyłam sobie na karę? Tak często zadaję sobie to pytanie…

Od chwili wypadku życie Pawła to ciągła rehabilitacja, specjalna dieta i ciągła walka z infekcjami i odleżynami. Paweł nadal oddycha przez rurkę. Dzięki ćwiczeniom, po jej zatkaniu może przez krótką chwilę oddychać samodzielnie. Niestety, nie jest w stanie sam odkrztuszać, dlatego co 20 minut potrzebuje odsysania. Paweł niegdyś był wolny i niezależny, a teraz wymaga 24-godzinnej opieki przez 7 dni w tygodniu. Jestem przy nim tylko ja i pani Ola, opiekunka. Nawet razem nie mamy czasem sił na to, by przenieść Pawła, ubrać go czy umyć…

Potrzebujemy podnośnika, który pozwoli na łatwiejsze przenoszenie Pawła, specjalnego materacu antyodleżynowego i windy, dzięki której wyjście z domu nie będzie musiało być planowanym z wyprzedzeniem przedsięwzięciem. Paweł wciąż musi być rehabilitowany, to jedyna szansą na to, by odzyskał choć odrobinę sprawności, by mógł mieć sprawne choćby ręce. Tak często powtarza mi, że zostało mu już tylko jedno marzenie – przytulić kiedyś swojego synka. Jak ma to zrobić, nie mając sprawnych rąk?

Staram się być twarda, nie okazywać emocji, ale czasami coś we mnie pęka. Chowam się wtedy, by Paweł mnie nie zobaczył i płaczę. Płaczę nad nim, nad jego utraconą młodością i niepewną przyszłością, płaczę też nad sobą, bo nie wiem, jak długo mój organizm jeszcze wytrzyma trudy opieki nad synem. Co będzie z Pawłem, gdy mnie zabraknie? Chciałabym, żeby do tego momentu nauczył się chociaż panować nad swoimi rękoma, żeby był choć odrobinę bardziej samodzielny.

Ciężko jest mi prosić o pomoc innych ludzi, ale nie mam wyjścia. Nie daję już rady. Brakuję mi pieniędzy, a bez niezbędnego sprzętu zabraknie wkrótce również sił. Boję się, że Paweł trafi do ośrodka, w którym już nikogo nie będą obchodziły jego rehabilitację, gdzie będzie czekał tylko na śmierć, a on ma przecież dopiero 31 lat – zbyt mało, by się poddać. Dlatego w imieniu swoim i Pawła błagam – nie zostawiajcie nas samych…” Mama Pawła

 

 

Wpłaty prosimy kierować na indywidualny rachunek bankowy Pawła w

Fundacji Pomocy Dzieciom Podaj Rękę Małemu Przyjacielowi o numerze : 

48 2490 0005 0000 4600 3336 8241 Alior Bank

 

Wpłaty zagraniczne:
Kod SWIFT : BREX PL PW MUL
PL 11 1140 2017 0000 4912 0158 2824
(wpłaty i darowizny w EUR )
PL 09 1140 2017 0000 4012 0158 2816
( wpłaty i darowizny w USD )